Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
85 postów 565 komentarzy

Refleksje zrzędliwego emeryta

PiotrZW - Ślązak, katolik, socjalista

Chciałbym przytulić wszystkich ludzi

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zmarł Erwin Sówka, górnośląski malarz prymitywista. Przeprowadziłem z nim wywiad w 1979 r. Wstęp do niego napisałem chyba dwadzieścia lat później, ok. 1998 r.

 

Erwin Sówka. Logos. Syn Boży Pantokrator

Erwina Sówkę poznałem na wystawie jego obrazów w roku 1979. Zaprosił mnie do domu, chyba nawet postawił wino. W kuchni typowego familoka w Katowicach-Janowie do późnej nocy roztrząsaliśmy egzystencjalne problemy. Uderzyła mnie oryginalność jego poglądów, niezwykła jak na człowieka bez wykształcenia. Później, z pamięci, spisałem naszą rozmowę, niestety, przyszedł rok 1980 i nie zdążyłem jej opublikować.

Całkiem niedawno z artykułu opublikowanego w ostatnim numerze mysłowickiej „Arkadii” dowiedziałem się, że niezwykła filozofia życiowa Erwina Sówki wcale nie jest tak oryginalna, jak sądziłem. Grupa katowickich malarzy-prymitywistów, tzw. Krąg Janowski, pozostawała pod wpływem idei masońskich, przede wszystkim różokrzyżowców. Erwin Sówka wprawdzie nie przyznaje się do przynależności do masonerii a tylko do kontaktów z nimi, ale tematyka jego obrazów mówi sama za siebie. Na otwarciu wystawy swoich obrazów 12 listopada w Instytucie Mikołowskim Seweryn A. Wisłocki powiedział: „Spotkanie zatytułowaliśmy ‘Od Księgi Genezis... do Hare Krishna’. Dwadzieścia lat temu, gdy organizowałem pierwszy wernisaż Erwina Sówki, nazwałem go: ‘Od okultyzmu do Księgi Genezis’. Wydaje się, że te tytuły ujmują całą drogę twórczą artysty.”
 
Najnowsze dzieła janowskiego prymitywisty są ilustracją światopoglądu wyznawców Hare Krishny. Ale kiedy podsunąłem mu tekst starego wywiadu (przypadkiem zachował się przez 20 lat!), niewiele w nim zmienił. Tak jakby poza wszystkim poszukiwaniami coraz bardziej egzotycznego wyznania zachowywał w sobie jakiś trwały rdzeń własnych poglądów, które wyrastają z życiowego doświadczenia.
Mimo obecnej fascynacji religią Hare Krishna i wcześniejszych związków z różokrzyżowcami, Erwin Sówka wciąż uważa się za katolika. Papież Leon XIII uznał przynależność do masonerii za akt samowykluczenia się z kręgu wspólnoty Kościoła katolickiego.
 
 
- Czy malarz-prymitywista nie ma kompleksu malarza drugiego gatunku, kogoś niedouczonego? Wprawdzie co jakiś czas ktoś napisze o panu w gazecie, zorganizuje wystawę pańskich obrazów, ale być może gdyby pan ukończył Akademię Sztuk Pięknych - byłby znany szerzej, może poza granicami kraju... Czynie nachodzą pana czasami smętne myśli, że z powodu nieznajomości technik współczesnego malarstwa nie może pan ujawnić całej głębi swojego talentu?
- Znajomość technik malarskich, wiedza o kompozycji, perspektywie itd. - to wszystko liczy się w malarstwie, ale nie jest tak ważne jak wyczucie kolorów i kompozycji, a przede wszystkim to, co człowiek ma w sercu. Całe współczesne malarstwo, te abstrakcjonizmy, są nic nie warte. Nie ma w nich tego, co najważniejsze. Obrazy współczesnych malarzy wydają mi się martwe.
- Ale chyba jednak niektórzy chcą przez swoje obrazy coś ważnego powiedzieć? Na kim pan się wzoruje?
- Ja jestem najlepszy, ponieważ za moim malarstwem stoi życie. Obraz musi wyrażać wnętrze człowieka. Kto nie żył naprawdę, ten nie ma ludziom nic do powiedzenia. Jeśli człowiek nic w sobie nie ma, to co może namalować?
Jestem sam dla siebie. Tworzę swój własny kierunek malarski. Gdybym się na kimś wzorował, to byłoby to kopiowanie, a malarz musi iść własną drogą. Rzadko oglądam obrazy współczesnych malarzy, gdyż one wnoszą we mnie chaos. Gdy je oglądam, nie umiem później malować od siebie. W szkołach malarskich wykładowcy narzucają młodym ludziom własny styl i oni później już nie potrafią się od tego uwolnić, odnaleźć własnego stylu.
- Czy oprócz pana jest na świecie jeszcze ktoś, kto maluje od siebie?
- Salvatore Dali.
- Surrealizm nie jest martwym malarstwem, bez ducha?
- Jest surrealizm martwy i jest surrealizm głęboki. Dali maluje surrealistycznie, ale on w swoich obrazach coś wyraża. Wielką malarką jest jeszcze Danuta Dudek-Błeszyńska. Kiedyś widziałem jej obraz, nazywał się chyba „Przyjście ducha”. Malowała to samo, co ja, nic o mnie nie wiedząc. To mną wstrząsnęło. Popełniła samobójstwo.
Takie malowanie, które rodzi się z życia, jest dla mocnych ludzi. Trzeba bowiem wiele przeżyć, żeby uratować to, co się ma wewnątrz. Ewald Gawlik, który należał do naszego kręgu janowskich malarzy, miewał okresy, kiedy nie mógł wytrzymać tego, co malował i był bliski obłędu. Ja jestem mocny, mnie może wykończyć tylko moja ograniczona wytrzymałość biologiczna.
- Czy praca w kopalni nie wyjaławia duchowo?
- Gdy byłem młody nie mogłem się z pogodzić z koniecznością pracy w kopalni, później, w okresie Edwarda Gierka, warunki trochę się poprawiły i praca nie sprawiała mi już takiej przykrości. Zauważyłem jej inny sens. Życie kształtuje każdego człowieka inaczej i przez to każdy inaczej widzi jego sens. Malarz, który ma twardy kontakt z rzeczywistością, tworzy wartościowsze rzeczy.
Dobrego malarstwa nie można się nauczyć, bo artyzm nie polega na wyuczeniu. I dlatego wszystkie szkoły malarstwa są diabła warte. Malarzem jest ktoś, kto w swoje obrazy wnosi coś indywidualnego, swoje własne - tylko i wyłącznie własne - odczucia. Nie może ulegać otoczeniu, bo to go niszczy. Malarz musi być czysty.
- Czy czysty znaczy - że już nie może od nikogo nic wziąć, ani zapożyczyć?
- Malarzowi nie wolno zapożyczać, bo zaczyna niebezpieczną grę. Musi być odkrywczy, a odkrywczość tkwi właśnie w jego duchu, w jego duszy. Malarz musi umieć poznawać rzeczy pozazmysłowe, musi umieć dostrzec sens i uchwycić go. Mnie nikt nie powie, że ktoś już stworzył taki obraz jak ja, gdyż mój obraz jest tylko mój.
- Więc czystość polega na tym, że człowiek idzie swoją drogą, pilnie bacząc, by od nikogo nic nie wziąć? Czysty człowiek to człowiek, który wyraża tylko samego siebie?
- Tak. I najważniejsze, żeby w tym wytrwać. Nie każdy to potrafi, tylko ludzie mocni. Jeśli za ten rodzaj malarstwa biorą się ludzie młodzi, to się szybko załamują. Malarz musi się uczyć i kształtować przez całe życie. Jeśli pozostanie wierny swojemu powołaniu, to zostanie artystą.
- Czy pan jest masonem?
- Światopogląd różokrzyżowców próbował mi narzucić Bolesław Skulik, ale mój własny jest inny. Różokrzyżowcy łączą ducha z materią, dla mnie liczy się tylko dusza, gdyż ona jest energią Boga. Pobyt w materii jest dla duszy męczarnią. Dopiero w chwili śmierci następuje wyzwolenie. W tej chwili porywa mnie nauka jednego z mistrzów ruchu Hare Krishna , który opiera się na stroindyjskich Wedach. On mi jasno tłumaczy, do czego jesteśmy stworzeni.
- Pan jednak wyrósł w innej kulturze. Czy przeczytanie kilku książek uprawnia do twierdzenia, że jest się kształtowanym przez mądrość Indii?
- . Żeby poznać Indie, nie trzeba tam być, ani czytać książek. Jeden obrazek stamtąd daje mi więcej niż przeczytanie całej książki. Można mieć z kulturą indyjską kontakt duchowy, poprzez samo myślenie. Jak człowiek samemu sobie zadaje pytania, to jednak coś tam w sobie znajduje.
- Ale czy to, co znajduje, to są rzeczywiste Indie czy raczej symbol jakichś nie do końca zrozumianych duchowych pragnień?
- Malarstwo jest przeczuciem rzeczy, które się dzieją wewnątrz człowieka. Na obrazie malarz je tylko uzewnętrznia. Nawet nie umie wyjaśnić - dlaczego zrobił tak albo tak. I to jest właśnie ta fajna rzecz w malarstwie.
Jeden jest w większym stopniu obdarzony duchowym zmysłem, inni go nie mają wcale. Ludzie się dzielą na tych, którzy mają duszę i tych, którzy w sobie mają protezy zamiast duszy. Jeśli malarz czy artysta nie będzie miał w sobie miłości i nie będzie z siebie wydobywał, co w sobie ma, to jego malarstwo nigdy nie będzie szczere.
- To już prawie mistyka...
- Tak, to jest mistyka, bo to jest poszukiwanie ukrytego sensu. W sposób realistyczny w sztuce wszystko już zostało powiedziane. Ale jest jeszcze coś duchowego. Każdy dobry artysta poszukuje Boga, świadomie albo nieświadomie. Ci co szukają Boga świadomie, mają ułatwione zadanie. Inni szukają bez wiary, nie wiedząc, że mają tę wiarę w sobie.
- Na czym polega to szukanie Boga przez artystów? Czy Boga można znaleźć i dosięgnąć?
- Panu Bogu można się przypodobać. Trzeba szukać doskonałości i wtedy otrzymuje się pomoc. Nie wiem, jak to się dzieje, ale czasami przychodzą mi na myśl gotowe obrazy. Jakby za wewnętrznym podszeptem.
W dzisiejszym świecie człowiek jest za bardzo zaabsorbowany sprawami, które dzieją się wokół niego, sprawami bytowymi, a nie ma czasu na ducha. Ciągle nie wiemy, na czym polega ten dowcip, aby pojmować sercem. Świat zewnętrzny, technika, jakby łączą się z człowiekiem i on sam staje się automatem. Ludzie nie są tego świadomi. Przychodzą do domu zdenerwowani, nie wiedząc dlaczego. Chcieliby od tego uciekać, ale dają rady, gdyż bariery są za duże.
- Czy to znaczy, że jesteśmy skazani?
- To wszystkie rzeczy materialne są potrzebne do życia. Ten fakt można tylko zrozumieć, ale uciec się od tego nie da.
- Nie uważa pan, że technika jednak ulżyła człowiekowi?
- Ulżyła o tyle, że kiedyś człowiek był bardziej zaangażowany fizycznie, a teraz nie. Za to dzisiaj człowiek jest bardziej uzależniony psychicznie, przede wszystkim od maszyn. Nawet jak go obudzić w środku nocy, to myśli o pracy. Nie ma wokół niego wielkich barier zewnętrznych, ale są ogromne w jego psychice. Wdarły się do jego wnętrza. Człowieka nie trzeba otaczać drutem kolczastym, jeśli ten drut będzie miał w swoim myśleniu.
- Nie potrafimy zatem wyzwolić się z mentalności niewolników?
- Ludzie mają w sobie coś pięknego, szalonego, ale psuje ich walka o byt. Czasami idąc z pracy myślę sobie, że gdyby nie było murów dookoła, można by było być z wszystkimi ludźmi razem. Czasami chciałby człowiek objąć to wszystko, cały świat przytulić i kochać. Chciałby krzyczeć. Ale czy to do kogoś dociera?
Gdybyśmy naprawdę zaczęli wszyscy żyć duchem, wtedy przestalibyśmy jeden drugiemu zazdrościć. Zaczęlibyśmy żyć dla siebie, nie dla pragnień, a żyjąc w świecie ducha, stalibyśmy się bardziej wyrozumiali dla siebie wzajemnie.
Zdarza się, że człowiek się oderwie i rozpocznie nowe życie, ale to jest kierunek ku śmierci, ponieważ życie duchem jest przeciwne materii. Tak jest u każdego artysty, że szybko się spala. Za osiągnięcie wtajemniczenia trzeba płacić - zdrowiem albo chorobą psychiczną. 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930